Як розділити Україну. Спроба третя
https://zaxid.net/statti_tag50974
https://zaxid.net/yak_rozdiliti_ukrayinu_n1600681
Lubko Petrenko, dziennikarz redaktor rubryki IQ
27 grudnia 2024, 20.00
Napis na plakacie w j. rosyjskim: Rosjanie i Ukraińcy – to jeden naród, stanowią jedno
Zdjęcie: Siergiej Bobylew, TASS
https://profile.ru/abroad/kakoj-dolzhna-stat-ukraina-posle-zaversheniya-rossijskoj-specoperacii-1635806/
Jaki jest cel „specjalnej operacji wojskowej” (SOW)? To pytanie dręczy wielu Rosjan. Zadają je sobie nawzajem gdzieś po kątach, w kuchni, szeptem. Nie za bardzo bowiem wierzą w to, co ich przywódca, Władimir Putin, zadeklarował w lutym 2022 roku. Mówił wówczas, że celem wspomnianej „specjalnej operacji wojskowej” jest „demilitaryzacja” oraz „denazyfikacja” Ukrainy.
Czy chodzi o zajęcie nowych terytoriów (mimo że Rosja nie może ogarnąć nawet części własnych milionów kilometrów kwadratowych)? Czy też chodzi o utworzenie korytarza lądowego na Krym i przekształcenie Morza Azowskiego w wewnętrzny akwen Rosji? Być może, aczkolwiek ten cel został, niestety, osiągnięty przez Rosję w maju 2022 roku, gdy padł Mariupol. Osiągnąwszy swe cele, Kreml miałby się zatrzymać i przerwać działania wojenne, spróbować zawrzeć pokój czy chociażby wzmocnić „linię Surowikina”. Ta linia mogłaby chronić Rosjan i udaremniłaby dalsze próby Sił Zbrojnych Ukrainy dotyczące przedarcia się do wybrzeża Morza Azowskiego.
Przez ostatnie pół roku Putin opowiadał o „nowych” planach, dotyczących okupacji czterech obwodów Ukrainy: zaporoskiego, chersońskiego, ługańskiego i donieckiego – w ich granicach administracyjnych. To przecież zupełne szaleństwo. Granice administracyjne obwodów są czymś umownym, zatem jak miałyby się korelować z wojskowymi planami, z terenami zaanektowanymi oraz niezaanektowanymi, z jakimiś quasi-granicami? Gdyby w Ukrainie rzeczywiście przeprowadzono reformę administracyjną (planowano ją na 2005 rok), czy Putin dostosowałby do niej swoje zachcianki dotyczące wojny i okupacji? Przypuśćmy, że na jesieni 2014 roku została wybrana demokratyczna i patriotyczna Rada Najwyższa, która zmieniła granice wszystkich obwodów albo przynajmniej donieckiego i ługańskiego. Charków, Dniepr (wówczas Dniepropietrowsk) i Zaporoże otrzymałyby [do podziału] kontrolowane przez Kijów tereny Donbasu, a tereny niekontrolowane zostałyby określone w Konstytucji Ukrainy jako obwód donbaski.
Przepraszam Szanownych Czytelników za te makabryczne, aczkolwiek stricte hipotetyczne dywagacje. Próbuję pokazać Czytelnikom (i sobie też), że putinowskie zachcianki dotyczące zaanektowania terytoriów Ukrainy – to szaleństwo. Rozumiem ponadto, że przyłączenie do Rosji nowych terenów Ukrainy nie jest podstawowym celem rosyjskiej inwazji ani „specjalnej operacji wojskowej”.
Dlaczego tak uważam? Zapoznałem się z artykułem Jaka powinna być Ukraina po zakończeniu rosyjskiej operacji specjalnej[1] opublikowanym na portalu rosyjskiego biznesowego czasopisma «Профиль» [„Profil”]. Tytuł tekstu, który można uznać za programowy, jest wielce obiecujący, nieprawdaż? Jego autor – to Dmitrij Trienin[2]. Zanim przeanalizujemy tezy artykułu, warto powiedzieć kilka (może więcej niż kilka) słów o autorze. Informacje są interesujące.
Pod artykułem napisano, że Dmitrij Trienin jest profesorem [strona, cytowana w przypisie nr 2 wskazuje jedynie na doktorat – „kandydata nauk” – przyp. tłum.], kierownikiem naukowym Instytutu Światowej Gospodarki Wojskowej i Strategii w Instytucie Naukowo-Badawczym Szkoła Wyższa Ekonomii oraz pracownikiem Rosyjskiej Akademii Nauk. Wiadomo także, że był zawodowym wojskowym – w 1977 roku ukończył Akademię Wojskową Ministerstwa Obrony ZSRS w Moskwie. Najwyższe dowództwo wojskowe, jak i najwyższe władze partyjne ZSRS darzyły go szczególnym zaufaniem – w przeciwnym razie nie otrzymałby stanowiska oficera łącznikowego w Departamencie Stosunków Zagranicznych Grupy Sowieckich Sił Zbrojnych w Niemczech. Co znaczą słowa o „darzeniu szczególnym zaufaniem”? Ano to, że był agentem KGB – nie ulega to wątpliwości. Właśnie dlatego został później wykładowcą Akademii Wojskowej Ministerstwa Obrony ZSRS. Na Kremlu ufano mu do tego stopnia, że został członkiem delegacji ZSRS, która w latach 1985–1991 prowadziła w Genewie historyczne (bez cienia przesady) negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi. Rozmowy dotyczyły broni jądrowej i kosmicznej.
Wydawać by się mogło, że co do Trienina wszystko jest jasne, jak słońce, ale – jak się później okazało – nie dla każdego. Związek Sowiecki w końcu się rozpadł i zaczęły zachodzić dziwne zmiany. Oczywiście, nie dotyczyły one samego Trienina, ponieważ wiadomo, że nie ma byłych kagebistów. Chodzi o postrzeganie jego osoby na Zachodzie po tym, jak wygłosił kilka oświadczeń o zabarwieniu liberalno-demokratycznym. Wystarczyło, że trochę poudawał „człowieka Zachodu”, a eksperci zachodni zaczęli mówić o nim z sympatią. Zapraszano go na wykłady gościnne, m.in. w Akademii Obrony NATO w Rzymie i na Wolnym Uniwersytecie Brukselskim. Później Trienin otrzymał zaproszenie z bardzo słynnej i wpływowej „fabryki myśli”, jaką jest ośrodek analityczny Carnegie Endowment for International Peace. Co więcej, w 2008 roku Trienin został dyrektorem filii ośrodka Carnegie w Moskwie i przetrwał na tym stanowisku aż do pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Czy Państwo zrozumieli, co chcę przekazać? To, że kagebista Trienin należał do grona osób, mających wpływ na to, jak Rosję postrzegano na Zachodzie: usprawiedliwiał jej ambicje imperialistyczne, twierdził, że ma ona prawo do tworzenia strefy wpływów, w której ma się znajdować, co oczywiste, także Ukraina. Robił to wszystko za zachodnie pieniądze (szczerze mówiąc, całkiem niezłe).
Oczywiście, nie był odosobniony. Takich „Treninów”, będących „ekspertami od Rosji” i pobierających zachodnie granty były dziesiątki, żeby nie powiedzieć setki. Wszyscy oni wlewali do uszu ludzi Zachodu rosyjską truciznę – robili to powoli i starannie, jak gdyby używali kroplomierza. Zatem nie powinniśmy się dziwić temu, że Zachód dość niemrawo reagował na wszelkie zagrożenia, których źródło było na Kremlu. Dotyczy to agresywnych działań Rosji w Mołdowie i Gruzji, hybrydowych inwazji na państwa nadbałtyckie i w końcu – pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
Przejdźmy jednak do artykułu. Na początek autor radzi czytelnikom ni mniej, ni więcej, tylko żeby raz i na zawsze zapomnieli o Ukrainie w granicach stanem na 31 grudnia 1991 roku. Jego zdaniem, taka Ukraina „od dawna nie istnieje”.
Co możemy przeczytać niżej? Ano brednie, znane już nam z kremlowskiej propagandy, mianowicie o tym, że Ukraina jest częścią „ruskiego miru”. Nawet żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, mężnie walczący z raszystowskimi najeźdźcami, są – zdaniem Trenina – „zasadniczo Rosjanami”. Powstaje zatem pytanie: jakim cudem Ukraińcy zostali Rosjanami? Autor tłumaczy, że tak się stało, ponieważ [żołnierze ukraińscy] „walczą po rosyjsku, wykazując się – mimo ogromnych strat – wytrwałością, zaradnością i zaciekłością”. Cóż, [co do tego, jak walczą Ukraińcy, opis jest] w porządku.
Chcielibyśmy jednak uzyskać odpowiedź na pytanie: jaki jest cel „specjalnej operacji wojskowej”? Udzielając odpowiedzi, Trienin kreśli przed nami trzy możliwe scenariusze zakończenia wojny. Według pierwszego i najbardziej radykalnego, Rosja podbije całe terytorium Ukrainy, łącznie ze Lwowem, po czym wojska rosyjskie znajdą się na granicy z państwami NATO. Dojdzie do „drugiego zjednoczenia Ukrainy z Rosją”. Państwowość ukraińska zostanie faktycznie zlikwidowana i Ukraina nie przetrwa nawet w postaci pseudo-republiki lub republiki autonomicznej. Przestanie istnieć, to będzie koniec!
Niemniej jednak, nawet autor rozumie, że taki rozwój wydarzeń jest absurdalny. Postrzegamy tę niedorzeczność inaczej niż Trienin. Mianowicie, mamy stuprocentową pewność, że raszyści nie zajmą całej Ukrainy, chyba że we snach po pijaku. Trienin pisze, że taki plan jest nierealistyczny, ale z innego powodu: „Biorąc pod uwagę istniejące możliwości utrzymania całej Ukrainy pod kontrolą Moskwy, a następnie jej pełnej integracji z Federacją Rosyjską, a także koszty, jakie w związku z tym poniesie Rosja, mam uzasadnione wątpliwości, co do realizacji tego scenariusza”. Czyli: byłoby nieźle, gdyby Rosja połknęła całą Ukrainę, niemniej jednak sam autor twierdzi, że agresor się udławi takim ogromnym kawałem terytorium.
Drugi scenariusz, uznany przez Trienina za najmniej akceptowalny i najbardziej niebezpieczny dla Rosji – to zaprzestanie działań wojennych na pozycjach, zajmowanych aktualnie przez wojska obu stron i wytyczenie granic wzdłuż linii rozgraniczenia. „Będziemy mieli do czynienia z rozgoryczoną banderowską i prozachodnią Ukrainą, w nieco zmniejszonych – w porównaniu do 2022 roku – granicach. Będzie to wściekle antyrosyjskie państwo, które się stanie narzędziem używanym do wywierania stałego nacisku na Rosję, a także do prowokowania jej. W odpowiednim momencie Ukraina się stanie trampoliną do nowej wojny o »wyzwolenie okupowanych terytoriów«. Głównym celem działań tej »nie w pełni pokonanej« Ukrainy będzie zemsta” – uważa autor.
Wedle trzeciego scenariusza Rosja miałaby opuścić Ukrainę i porzucić na pastwę losu, niech zdycha. Niech się zamieni w takie sobie ogromne „hulajpole”, porzucone przez Zachód i Rosję. Nie wiem, dlaczego autor jest przekonany, że Ukrainę czeka powtórka z roku 1920. Jego zdaniem, w Ukrainie będą gospodarzyli najrozmaitsi osobnicy, przypominający [Nestora] Machnę, [Nikifora] Grigorjewa, atamana Zełenego[3] i atamana [Jewhenija] Anheła. Tacy jak oni będą rozrywali Ukrainę na strzępy, Rosja zaś będzie sprytnie manipulowała tym chaosem poprzez swoje wpływy. W ten sposób Ukraina się przekształci w bezpieczną dla Rosji strefę buforową, oddzielającą ją od państw NATO.
Autor ma dość istotne wątpliwości, co do ziszczenia się także tego scenariusza. Czytamy: „Po pierwsze [wątpię], że Zachód »porzuci« ukraińskie »hulajpole« i nie będzie wykorzystywał jego »bohaterów« do walki z Rosją, [wątpię też, że] walka ta ustanie po zakończeniu działań wojennych w Ukrainie. Po drugie – pisze Trienin – wątpię, że Moskwa będzie mogła sterować tą machnowszyczną”. Cóż, nie można się nie zgodzić, że wątpliwości są uzasadnione.
Tak dotarliśmy do scenariusza czwartego – napisałem ten artykuł właśnie po to, żeby go omówić. Umieszczamy dłuższy cytat, żebyśmy nie zostali oskarżeni o wyrwanie słów z kontekstu:
„Opcja optymalna dla nas i nie do końca science fiction – to przesiedlenie, wypędzenie antyrosyjskich, żądnych zemsty elementów do zachodnich obwodów Ukrainy. Tam mogliby utworzyć pod protektoratem Zachodu swą »wolną Ukrainę«. Ziemie te mogłyby się stać strefą wpływów sąsiednich państw – Polski, Węgier i Rumunii. Zachód mógłby się pocieszać, że część Ukrainy uniknęła dostania się pod kontrolę Moskwy. Mógłby też mówić o tym, że Ukraina Zachodnia, do której wejdzie pięć czy siedem obwodów, będzie przypominała RFN z czasów zimnej wojny. Niech tam. Nie boimy się zrezygnować z tego, czego posiadanie jest dla nas nie tylko nieopłacalne, ale też niebezpieczne. Nie można powtórzyć błędu Stalina, który przyłączył Galicję i Wołyń, na skutek czego Ukraina została zainfekowana przez wirusa nacjonalizmu.
Najważniejsze, żeby »Galicja« [cudzysłów w oryginale – przyp. tłum.] – biorąc pod uwagę wszelkie możliwości jej wspierania przez Zachód – nie była niebezpieczna dla Rosji, czyli miałaby masę podkrytyczną[4]. Pozostała część Ukrainy – odizolowana od epicentrum ultra-nacjonalizmu i bez obwodów, które zostałyby przyłączone do Federacji Rosyjskiej (lub możliwość ich przyłączenia istniałaby w przyszłości) – stałaby się niepodległym państwem, w dodatku nieokupowanym przez nas. Zatem sensowne jest zaproponowanie Ukrainie takiej perspektywy, a także wytłumaczenie, że jest to opłacalne dla Ukraińców”.
Najciekawsze (i zarazem najbardziej absurdalne) stwierdzenia zawarte w powyższym akapicie dotyczą tego, że rozbiór Ukrainy jest opłacalny dla niej samej. Taka wykastrowana Ukraina otrzymałaby niesamowite wsparcie gospodarcze Rosji, a ponadto – dostęp do rynku państw Unii Euroazjatyckiej.
Autor podrzuca Ukraińcom także wabik kulturowo-cywilizacyjny: „Przy tym Nowa Ukraina zostałaby w sposób zdecydowany oddzielona od obcego jej półświatka banderowskiego, który się ukształtował w oderwaniu od Rosji oraz na podłożu antyrosyjskim […]. Nowa Ukraina – jako państwo i społeczeństwo – byłaby tworzona na szeroko pojętej płaszczyźnie ogólnorosyjskiej lub, jak kto woli, wschodniosłowiańskiej. Taka Ukraina byłaby spadkobierczynią Rusi Kijowskiej i Kozaków zaporoskich, byłaby dumna z udziału jej narodu w umocnieniu i wzrastaniu Carstwa Rosyjskiego oraz Imperium Rosyjskiego, a także Związku Sowieckiego. Ziemie Małorosji były wszakże ich ważną częścią. Na koniec warto dodać, że ta Nowa Ukraina byłaby ucieleśnieniem marzeń kilku pokoleń Ukraińców o niepodległości”.
Coś niesamowitego! Autor chce sprzedać pomysł utworzenia marionetkowego pseudo-państwa ukraińskiego mówiąc, że taki twór byłyby „ucieleśnieniem marzeń kilku pokoleń Ukraińców o niepodległości”. Pisze to na poważnie? A gdzie w tym wszystkim logika? Chciałbym zadać autorowi podchwytliwe pytanie: dlaczego Ukraińcy marzyli o niepodległości? I z podległości wobec kogo chcieli się wyzwolić?
W swojej nonszalancji autor popełnił jeden poważny błąd – mówi o dumie Ukraińców z Kozaków zaporoskich, ale zarówno Zaporoże, jak i cały obwód zaporoski, mają – jego zdaniem – się znaleźć w składzie Rosji. A propos wspomnianego czwartego scenariusza: poza obwodami ługańskim, donieckim, zaporoskim i chersońskim, które wg „nowej putinowskiej konstytucji” są częścią Rosji, mają do niej należeć również obwody mikołajowski, odeski i charkowski (sumski i dniepropietrowski – opcjonalnie).
Czyli – wedle marzeń rosyjskich imperialistów – Ukraina miałaby zostać rozebrana na trzy części: wyłącznie rosyjską, marionetkowo rosyjską i „banderowską”. Państwo pamiętają zapewne, że nie tak dawno była mowa o takim rozbiorze. W latach 90. ub. wieku mówił o nim Władimir Żyrinowski, odrażający rosyjski polityk, który już nie żyje. Wypowiedział m.in. zdanie: „А Львов мы отдадим полякам” [A Lwów oddamy Polakom]. Potem można je było usłyszeć w trakcie kampanii prezydenckiej w 2004 roku. Wówczas kremlowscy doradcy [Wiktora] Janukowycza zastraszali mieszkańców Ukrainy Wschodniej i Centralnej, że – w razie wygranej Wiktora Juszczenki – tereny Ukrainy zostaną podzielone na trzy gatunki. Za tereny gatunku pierwszego zostaną uznane Galicja i Wołyń (nie wspomniano o Zakarpaciu i Bukowinie), za drugi gatunek – Ukraina Centralna, a do trzeciego gatunku zostaną zaklasyfikowane Ukraina Południowa i Wschodnia.
Widać zatem, że rosyjscy propagandyści źle się uczyli historii XX wieku. W przeciwnym razie wiedzieliby, że Ukraina naprawdę była podzielona w latach II wojny światowej. Okupanci niemieccy podzielili ją na: Dystrykt Galicja (niem. District Galizien), Komisariat Rzeszy Ukraina (niem. Reichskommissariat Ukraine) oraz tereny przyfrontowe, na których gospodarzył Wehrmacht. No cóż… Kremlowscy propagandyści naśladują „godnych” poprzedników i działają podobnie.
Dziś wszyscy już rozumieją, że taki plan z marionetkową Ukrainą (z centrum w Kijowie) jest całkowicie absurdalny i nigdy nie zostanie wcielony w życie. Widzimy, jakim nadludzkim wysiłkiem Rosja się przesuwa po terenie obwodu donieckiego oraz ile ludzi i sprzętu traci na każdym zdobytym kilometrze kwadratowym. Rosja nie będzie mogła zrealizować swego planu, ponieważ zabraknie jej żołnierzy (włącznie z legionistami z Korei Północnej), a także broni i amunicji (włącznie z tą północnokoreańską).
Po co zatem kagebista Dmitrij Trienin napisał ten artykuł? Do kogo adresował swój tekst? Przypuszczam, że jego odbiorcami mają być pseudo-obrońcy pokoju na Zachodzie. Pragną, aby Ukraina zawarła z Rosją pokój za wszelką cenę. Mówią: Ukraińcy, będziecie mieli pokój, Rosja was podzieli na trzy części i wówczas zapomnicie o suwerenności.
Odbiorcą tekstu jest przede wszystkim Donald Trump, rozmów z którym tak pragnie Władimir Putin. Warto pamiętać o tym, że nowo wybrany prezydent – pod naciskiem mało odpornego na rosyjską propagandę Elona Muska – może połknąć kremlowski haczyk. Nasi dyplomaci powinni uczynić wszystko, co możliwe, żeby tak się nie stało.
Tłumaczyła Irena Kulesza, tłumacz języków polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego
miriamg@wp.pl
[1] Źródło https://profile.ru/abroad/kakoj-dolzhna-stat-ukraina-posle-zaversheniya-rossijskoj-specoperacii-1635806/ [: dostęp: 30 grudnia 2024] – przyp. tłum.
[2] Dmitrij Trienin jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie historii, kierownikiem naukowym Działu Światowej Gospodarki Wojskowej i Strategii w Instytucie Naukowo-Badawczym Szkoła Wyższa Ekonomii, głównym pracownikiem naukowym w oddziale Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa, zajmującym się nierozprzestrzenianiem i ograniczaniem zbrojeń. Jest to jednostka Instytutu Gospodarski Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk. Dmitrij Trienin jest też członkiem Rosyjskiej Rady do Spraw Międzynarodowych. Źródło: https://russiancouncil.ru/analytics-and-comments/comments/kakoy-dolzhna-stat-ukraina-posle-zaversheniya-rossiyskoy-spetsoperatsii/ [dostęp: 30 grudnia 2024] – przyp. tłum.
[3] Prawdziwe imię i nazwisko – to Danyło Terpyło. Por. https://en.wikipedia.org/wiki/Danylo_Terpylo – przyp. tłum.
[4] Określenie „masa podkrytyczna” oznacza, że ilość materiału rozszczepialnego jest niewystarczająca lub jego konfiguracja geometryczna jest niewłaściwa, aby podtrzymać reakcję łańcuchową rozszczepienia. Źródło: https://www-nrc-gov.translate.goog/reading-rm/basic-ref/glossary/subcritical-mass.html?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=rq [dostęp: 9 stycznia 2024 r.] – przyp. tłum.