„Це була комедія. Але вони були з автоматами”. Як українців в окупації змушують голосувати за Путіна
https://www.bbc.com/ukrainian/articles/cydzm8zjv9vo
Witalij Szewczenko, Wiktoria Prysedska, Iwan Antypenko, Diana Kuryszko
BBC
16 marca 2024, godz. 10.00 czasu ukraińskiego
„Jak to było? Miejscowi wielbiciele Rosjan razem z uzbrojonymi żołnierzami wchodzili na podwórka. Dawali karty: »Ma pan/pani listę kandydatów, proszę głosować«. To była komedia”.
Mykoła (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa) mieszka w okupowanej wsi w rejonie [pol. powiecie] kachowskim na terenie obwodu [pol. województwa] chersońskiego. Opowiedział BBC o tym, jak na południu Ukrainy zorganizowano „głosowanie” na prezydenta Rosji. To już trzecie „wybory”, które Moskwa organizuje na terenach okupowanych. To także trzecie pseudowybory w życiu Mykoły. Najpierw było „głosowanie” w trakcie tzw. „referendum” dotyczącego przyłączenia tego obwodu do Rosji, a potem – „głosowanie” w trakcie wyborów do rosyjskiej Dumy.
– Nie powiem, żeby wyważali drzwi do domu. Tego nie było. Chociaż, czy można mówić o wyborach, gdy w dłoniach są trzymane karabiny? Czy to demokracja? Pieskow mówił, że Rosja – to najbardziej demokratyczne państwo świata. Dawno się tak nie śmiałem” – mówi mężczyzna.
W tym roku Moskwa przygotowała szeroko zakrojoną kampanię wyborczą, której celem było zaangażowanie jak największej liczby mieszkańców terytoriów Ukrainy znajdujących się pod okupacją rosyjską. W Rosji [oraz na Krymie, a także w placówkach dyplomatycznych – przyp. tłum.] głosowanie trwało trzy dni – od 15 do 17 marca. Na terenach czterech znajdujących się pod okupacją rosyjską obwodów Ukrainy – zaporoskiego, chersońskiego, donieckiego i ługańskiego – „głosowanie” rozpoczęto trzy dni wcześniej [z tekstu wynika, że nawet w pierwszych dniach marca – przyp. tłum.].
Oczywiście, Władimir Putin wygra pobyt na stanowisku prezydenta przez kolejny termin, jednak wysoka frekwencja pomoże Kremlowi w legitymizowaniu jego dalszych rządów. W związku z tym ulicami okupowanych ukraińskich miast i wsi od kilku dni chodzą rosyjscy kolaboranci z urnami na karty do głosowania. Kolaborantom towarzyszą żołnierze z bronią. I jedni, i drudzy szukają „wyborców”. Kilkoro mieszkańców południa Ukrainy opowiedziało BBC, że w tych dniach się starają nie wychodzić z domu, żeby ich nikt nie zobaczył i nie zmusił do „głosowania” na Putina.
Eksperci mówią, że Rosja wykorzysta te wybory, by móc po raz kolejny usprawiedliwić inwazję na Ukrainę.
Na kartach do głosowania – łącznie z Władimirem Putinem – są nazwiska czterech kandydatów, jednak żaden z nich nie jest jego prawdziwym kontrkandydatem czy przeciwnikiem politycznym. Wszyscy prawdziwi oponenci Putina albo musieli z Rosji wyemigrować, albo przebywają w więzieniach i łagrach, albo nie żyją.
Zmuszanie do „głosowania”
Zazwyczaj przedterminowe głosowanie dotyczy najbardziej oddalonych regionów Rosji, jednak „ze względów bezpieczeństwa” zastosowano je na częściowo okupowanych trenach Ukrainy. Mieszkańcy tych ziem są na różne sposoby zmuszani do tzw. „głosowania”. Mimo że władze okupacyjne utworzyły tzw. „lokale wyborcze”, mieszkańcy nie muszą tam iść – te same władze wysyłają do domów ludzi, trzymających w dłoniach „urny” na karty do głosowania.
„Szanowni wyborcy, martwimy się o Państwa bezpieczeństwo! Nie musicie nigdzie iść głosować – przyjdziemy do was do domu z kartami do głosowania i urnami” – informuje w mediach społecznościowych tzw. komisja wyborcza, utworzona przez Rosję w obwodzie zaporoskim. W okupowanym Doniecku te słowa zostały zamienione w slogan: „Nie wyborca idzie do lokalu wyborczego – to lokal wyborczy idzie do wyborcy”. Na zdjęciach opublikowanych na Telegramie można zobaczyć, jak ludzie oddają głosy na placach zabaw, siedząc na ławeczce przed domem czy też kładąc kartę do głosowania na maskę samochodu. Oczywiście, nie ma mowy o głosowaniu tajnym.
Presja na mieszkańców jest wywierana także za pomocą kampanii „InformUIK” (Информация Участковой избирательной комиссии), której celem jest informowanie mieszkańców przypisanych do lokali wyborczych o procedurze głosowania, a także o kandydatach. Osoby uczestniczące w tej kampanii owszem, przychodzą do mieszkań i domów, ale na terenach okupowanych Ukrainy robią to w towarzystwie ludzi z bronią. Zbierają dane osobowe celem utworzenia list, a czasem też filmują osobę na video. Przewodniczący tzw. komisji wyborczej Federacji Rosyjskiej, utworzonej na częściowo okupowym terenie obwodu zaporoskiego, sam przyznał, że miejscowi mieszkańcy się denerwują, gdy są filmowani.
Władze prorosyjskie na terenach okupowanych od dawna wywierają presję na Ukraińców, zmuszając ich do przyjmowania rosyjskich dowodów osobistych. Mimo to oddanie „głosu” w tych „wyborach” jest możliwe również w sytuacji, gdy się ma ukraiński dowód tożsamości [wyróżnienie tłumacza]. Mieszkańcy otrzymują wiadomości tekstowe z informacją o datach „głosowania”, okupanci używają też sprawdzonych sowieckich metod. Żeby przyciągnąć ludzi do tzw. „lokali wyborczych”, organizują bezpłatne koncerty i poczęstunek.
„Współpraca z władzami okupacyjnymi nie jest akceptowalna”
Ukraina uznaje głosowanie na terenach okupowanych za niezgodne z prawem. Osoby je organizujące są atakowane. 27 lutego na okupowanym terenie obwodu chersońskiego, a dokładnie w Nowej Kachowce, można było usłyszeć odgłosy dwu eksplozji. Jedna nastąpiła w biurze partii kremlowskiej Jedna Rosja, druga – w pobliżu utworzonego „lokalu wyborczego”.
Biuro Służby Wywiadu Ukrainy poinformowało o „likwidacji kolaborantki”, która pomagała przy organizacji „wyborów” w okupowanym Berdiańsku. 6 marca samochód kobiety został wysadzony w powietrze. Odpowiadając na pytanie BBC o to, kto tego dokonał, Iwan Fedorow, przewodniczący Zaporoskiej Obwodowej Administracji Wojskowej odparł: „To zrobił ktoś. Ktoś, kto wyrażał duży sprzeciw. To byli jacyś bohaterowie, którzy robią to na terenach [znajdujących się] pod tymczasową okupacją”. Dodał także: „Nasz opór dowodzi, że współpraca obywateli Ukrainy z Rosjanami nie jest akceptowalna. Ktoś tego nie zrozumiał, dlatego ten ktoś został zamordowany”. Gdy poprosiliśmy o uściślenie, czy osoby, które dokonały zamachu, są związane z państwem ukraińskim, Fedorow odparł: „Tak, oczywiście, ruch oporu na terenach znajdujących się pod tymczasową okupacją ściśle współpracuje z naszymi służbami specjalnymi”.
Mimo że wysłani na tereny okupowane urzędnicy oraz media aktywnie propagują ideę „głosowania”, nie bardzo się skupiają na tym, żeby otrzymać poparcie któregoś z kandydatów – widocznie, nie jest im to potrzebne. Inicjatorem aneksji tych trenerów Ukrainy był Władimir Putin, więc „głosowanie” jest raczej wyrazem poparcia dla takich działań. Oficjalnym symbolem wyborów prezydenckich w 2024 roku jest znak V, kojarzony z „wojskową operacją specjalną” – tego określenia Moskwa konsekwentnie używa wobec wojny przeciwko Ukrainie.
Oficjalne hasło „wymyślone” przez rosyjską CKW – to „Silni razem – głosuj za Rosją!” Plakaty z symbolem V oraz tym hasłem są widoczne na okupowanych terytoriach Ukrainy – nie tylko przy tzw. komisjach wyborczych, ale również wszędzie na ulicach. Media prokremlowskie już odtrąbiły głośny sukces przedterminowego „głosowania” w Ukrainie.
„Nie otworzyłam drzwi”
„To było prawdziwe święto! Z muzyką, balonikami i rosyjskimi flagami! Dziesiątki tysięcy ludzi!” – tak o przedterminowym „głosowaniu” w obwodzie chersońskim, które dobiegło końca… 3 marca, informowała gazeta „Komsomolskaja Prawda” (Комсомольская правда). Te entuzjastyczne informacje nie znajdują jednak potwierdzenia w materiałach wideo i na zdjęciach.
Ludność miejscowa jest nastawiona do tych „wyborów” raczej obojętnie – dotyczy to nawet Doniecka, gdzie władz ukraińskich nie ma od dziesięciu lat, zaś propaganda kremlowska nieustannie robi swoje.
„Jakie wybory? To fikcja, na którą już od dawna nikt nie zwraca uwagi. Procenty głosów zostały zamówione i zatwierdzone” – powiedział BBC Ukraina mieszkaniec Doniecka. – „Coś powywieszali na bilbordach, w szkołach też, nie czytam tego, mówię: »niedowidzę«. To wszystko – to jakaś paranoja” – dodał mężczyzna.
Kreml wykorzystuje „wybory”, aby pokazać obrazek, na którym wszyscy jednogłośnie popierają inwazję Rosji oraz aneksję ukraińskich regionów. Ten dobrze wyreżyserowany obraz mógł powstać dlatego, że tysiące przeciwników Putina i rosyjskich władz zostali zmuszeni do milczenia – deportowani, uwięzieni lub zamordowani. Sporo osób – przede wszystkim młodzież – wyjechało. Poglądy młodych były w sprzeczności z tymi głoszonymi przez okupanta i nie chcieli się mu podporządkować.
Iwan Fedorow, przewodniczący Zaporoskiej Obwodowej Administracji Wojskowej, mówi, że miejscowi mieszkańcy są zastraszani i przymuszani do głosowania. „Nasi obywatele się boją. Oczywiście, jeżeli Rosjanie przychodzą do ich domu w towarzystwie żołnierzy i pytają, czy chcą oni oddać głos na Putina, wszyscy pytani odpowiadają: Tak. Każdy chce przeżyć. Nie oznacza to jednak, że wszyscy oni rzeczywiście popierają Putina”.
Ołena (imię zmienione) z rejonu Geniczesk [obwód chersoński – przyp. tłum.] opowiada, jak to przebiegało u niej na wsi. „Chodzili z urną od podwórka do podwórka. Powiedziałam, żeby mnie nie denerwowali i nie otworzyłam drzwi. Oni wiedzą, co o tym myślę, więc nie nalegali” – mówi kobieta. Dodaje, że ludność miejscowa pracuje przy organizacji „wyborów”, bo jest to dobrze płatne. „Są osoby, które naprawdę uległy rosyjskiej propagandzie, ale też i tacy, którzy mówią, że muszą gdzieś pracować, bo na wsi nie ma zajęcia. Każdy próbuje zarobić chociaż jakąś kopiejkę [grosz]. Idą więc do komisji wyborczych, bo tam dobrze płacą” – mówi Ołena.
Na wsi materiały agitacyjne są widoczne wszędzie – i w sklepach, i w radzie wiejskiej. W samym Geniczesku na budynkach wisiały plakaty z napisem: „Z Rosją na zawsze” („С Россией навсегда”) i odpowiednie naklejki. Ołena mówi, że z całych sił usiłuje nie zauważać tej propagandy, ale jest to trudne.
„Staram się znaleźć pocieszenie wśród ludzi o podobnych poglądach. Niestety, niezauważanie tej propagandy jest zwyczajnie niemożliwe. Jest wszechobecna i dotyka nas, gdziekolwiek się ruszymy. Z czasem nadchodzi taki moment, że brakuje tchu… Im dłużej to trwa, tym bardziej ludzie tej propagandzie ulegają i integrują się z okupantem. Załatwiają sobie emerytury, zasiłki, próbują zarobić, gdzie się tylko da, na przykład na wyborach” – mówi Ołena opisując życie pod okupacją. Dodaje, że ludzie, którzy są przeciwko Rosji, próbują zachowywać spokój, nie zwracać na siebie uwagi. „Nigdzie się nie afiszują ze swymi poglądami, czekają, starają się nie współpracować z rosyjskimi organami władzy” – mówi Ołena.
Tłumaczyła Irena Kulesza, tłumacz języków polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego, redaktor
miriamg@wp.pl