Skip to content

Myślnik

Refleksje nieutracone – odnajdywwanie prawdy, piękna i dobra

„Was wszystkie należy zgwałcić, żebyście urodziły Rosjan” – mówili klawisze. Switłana Worowa (batalion „Azow”) o 11 miesiącach w niewoli

Posted on 2026-01-142026-01-14 By Irena Kulesza

„Вас всіх треба зґвалтувати, щоб нарожали росіян”, – казали вертухаї. Світлана Ворова („Азов”) про 11 місяців полону

https://www.pravda.com.ua/articles/2023/08/8/7414562

Jewhen Safonow, wtorek 8 sierpnia 2023

W lutym 2015 roku Ołeksandr Kutuzakij (pseudonim „Kutuz”), dwudziestoośmioletni żołnierz batalionu „Azow”, wraz z towarzyszem broni po raz kolejny wyruszył na pierwszą linię frontu w pobliżu miejscowości Szyrokine[i]. Mieli dostarczyć amunicję i zabrać rannych.

Samochód z ukraińskimi żołnierzami znalazł się w zasadzce i został ostrzelany. Zwłoki żołnierzy, przetrzymywane przez pewien czas przez kadyrowców, zostały zbezczeszczone i tak oddane do Ukrainy. Matka chciała, aby podczas pogrzebu trumna ze zwłokami „Kutuza” była otwarta – zależało jej na tym, żeby ludzie widzieli, jak okrutni są okupanci. Ołeksandr został pośmiertnie odznaczony orderem „Za męstwo” III klasy.

Gdy zginął Ołeksandr, jego brat Jakiw (pol. Jakub) miał 15 lat. Śmierć starszego brata na wojnie była dla niego ciężkim przeżyciem. W 2020 r. matka opowiedziała mu o swym zamiarze zaciągnięcia się do wojska, i Jakiw omal nie wpadł w histerię. Kobieta podjęła decyzję o tym, że będzie kontynuowała dzieło starszego syna i zaciągnęła się do batalionu „Azow”.

Spotykamy się z nią w Kijowie, w foyer przychodni, w której Switłana przechodzi rehabilitację po 11 miesiącach pobytu w niewoli. Ma ona na sobie eleganckie spodnium damskie, a jej faliste włosy są ułożone w ładną fryzurę. Spojrzenie 56-letniej kobiety jest spokojne i jednocześnie pełne skupienia – nawet w chwilach, gdy się uśmiecha. Z-za klapy marynarki można dostrzec fragment tatuażu.

– Jeszcze w niewoli obiecałam sobie, że gdy wyjdę, zrobię sobie tatuaż z kaliną[ii]. Mapa Ukrainy też ma tu być. – mówi Switłana, rozpinając kołnierzyk bluzki. – A tu jest „niezłomna”, ale wytatuuję też „stalowa” i „wolna”.

Zanim Switłana się zaciągnęła do wojska, mieszkała w Odessie, była inżynierem w dziale technicznym spółki „Koleje Ukraińskie”. W batalionie „Azow” została sekretarką w służbie zabezpieczenia. Musiała się przeprowadzić z Odessy do miejscowości Urzuf (czyt. Ur-zuf)[iii].

Gdy nadszedł dzień 24 lutego 2022 roku, Switłana była właśnie tam.

– Ogłoszono alarm i pojechaliśmy do Mariupola, do zakładów Azowstal. Tam został skierowany cały pułk. Byliśmy tam przez 86 dni, aż do momentu poddania się. Rosjanie wzięli nas do niewoli.

W jednym bunkrze [w trakcie obrony zakładów Azowstal – przyp. tłum.] przebywało nie mniej niż 150 osób. Gdy [Rosjanie] wysadzili bunkry, w których była kuchnia, nie przywożono nam już nic. Skrzyknęłyśmy się z dziewczynami, zaczęłyśmy same gotować i sprzątać. Robiłyśmy wszystko, byle tylko chłopcy wykonywali swoje zadania bojowe i nie zaprzątali sobie głowy niczym innym. Piekłyśmy chleb, sprzątałyśmy, gotowałyśmy. Wynosiłyśmy nieczystości.

Byliśmy bombardowani cały czas – bomby zrzucano z okrętów, z lądu, z powietrza. Pamiętam chwile, gdy się żegnałam z życiem i z dziećmi. Wiele bunkrów Rosjanie wysadzili w powietrze. Zginęło mnóstwo żołnierzy, którzy byli moimi przyjaciółmi. Niektórzy spłonęli żywcem.

Opuszczenie Azowstalu, przesłuchania, wybuch w Ołeniwce[iv]

– Jak się Państwo dowiedzieli o tym, że będziecie musieli się poddać i zostaniecie wzięci do niewoli?

– Tę informację przekazał nasz dowódca. Rozmawiał ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych [Wołodymyrem Zełenskim – przyp. tłum.] i otrzymał rozkaz [o złożeniu broni – przyp. red. „UP”]. Chodziło o to, żeby przetrwał pułk, żeby przeżyli ci, których nie zabito.

– Jak Państwo odebrali ten rozkaz?

– Z jednej strony cieszyliśmy się, bo przeżyliśmy. Z drugiej – nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Wiedzieliśmy, że będą się nad nami znęcali. Byliśmy przygotowani na najgorsze, jednak spodziewaliśmy się, że Rosja będzie przestrzegała zapisów Konwencji Genewskiej.

Zaczęliśmy opuszczać Azowstal 17 maja. Żołnierze wychodzili z każdego bunkra osobno, w kolumnach. Nasz bunkier był ostatni, opuściliśmy go 20 maja. Najpierw wychodziliśmy w kolumnach po pięć osób, potem – po dziesięć. Rosjanie nas przeszukiwali, odbierali rzeczy osobiste i prowadzili do autobusów. Tymi autobusami zawieziono nas do Ołeniwki. Wszystkie kobiety zostały osadzone w „izolatorium dyscyplinarnym”, czyli w tej części dawnego zakładu karnego, gdzie wcześniej więźniowie byli umieszczani za złe sprawowanie. Było tam sześć prycz, a w jednej celi przebywało 25 kobiet, czasem – więcej, do 30. Na każdej pryczy spały dwie kobiety, pozostałe – na podłodze. Leżałyśmy jedna przy drugiej, jak szprotki w puszce.

W celi była też toaleta, a raczej wychodek, bo nie było wody. [Rosjanie] kompletnie nie przestrzegali zasad higieny. Przez otwór w drzwiach celi otrzymywałyśmy pojemniki z wodą, którą Rosjanie wykorzystywali do potrzeb technicznych. Próbowałyśmy ją przecedzać, przefiltrowywać, aby się nadawała do picia. Usiłowałyśmy coś przeprać, umyć się, umyć ręce. Brak higieny nas przerażał. [Z powodu wody] dziewczyny stale miały dolegliwości jelitowe i żołądkowe.

Mogłyśmy brać prysznic najwyżej raz w tygodniu. To było mycie się na czas, zależne od liczby osób w łazience: gdy się myło pięć osób, miałyśmy pięć minut, przy 10 osobach – 10. Czas kąpieli obejmował także pranie, tylko wtedy mogłyśmy coś przeprać (pod prysznicem). Oczywiście, pranie wieszałyśmy w swojej celi. Ołeniwka – to był koszmar.

– Czy panie miały jakikolwiek kontakt z klawiszami?

– Nie miałyśmy styczności z dyrekcją, natomiast klawisze rozmawiali z nami. Z ich strony było to raczej znęcanie się psychiczne. Stale mówili nam, że jesteśmy nikomu niepotrzebne. Obrażali nas, używali przekleństw i wulgaryzmów, nazywali np. „kurami” czy też „azowskimi prostytutkami”.

–A o czym panie rozmawiały ze sobą?

– Mówiłyśmy o wszystkim: o przepisach na potrawy, o rodzinach. Opowiadałyśmy sobie nawzajem o marzeniach. Zachęcałam dziewczyny, by mówiły o przyszłości. Pewnego wieczora powiedziałam: „Dziewczyny, módlmy się przed snem”. Odparły: „Dobrze, »Gracjo«, proszę odmawiać modlitwę, a my będziemy powtarzały”. Z czasem stało się to tradycją – od chwili, gdy zaczęłyśmy się modlić aż do dnia wymiany odmawiałyśmy „Ojcze nasz”.

– „Gracja” – to Pani pseudonim?

– Tak. Gdy się zaciągnęłam do wojska, kazano mi wybrać pseudonim. Chciałam dokonać wyboru spośród kilku, o których myślałam, ale się okazało, że są już „zajęte”. Wówczas pomyślałam: czemu nie „Gracja”?

– Czy pamięta Pani pseudonimy innych kobiet?

– „Chana”, „Dika”, „Ginger”. Miałam przyjaciółkę o pseudonimie „Stokrotka”, która też była matką poległego żołnierza. Niestety „Stokrotka” zginęła. Bardzo lubiła te kwiaty, dlatego też wybrała sobie taki pseudonim.

– Co Państwu dawano jeść?

– W Ołeniwce? To, co otrzymywaliśmy, ciężko nazwać jedzeniem. Nasze dziewczyny piekły chleb – tylko to mogę nazwać prawdziwym jedzeniem. Kierownik zakładu kazał utworzyć grupy piekarzy, żeby dziewczyny chodziły do piekarni i na zmianę piekły chleb. Tylko to było smaczne. Otrzymywałyśmy na obiad miskę wody, w której pływał kawałeczek ziemniaka – czy to zasługuje na miano „potrawy”? Była też kasza z gotowaną w niej rybą – nieoczyszczoną z łusek, niewypatroszoną, razem z ościami. Do kaszy nie dodawano ani masła, ani soli – nic.

W ciągu 11 miesięcy pobytu w niewoli straciłam 30 kilogramów.

– Czy były przesłuchania? 

– W Ołeniwce – i owszem. Jak już powiedziałam, przebywałyśmy w „izolatorium dyscyplinarnym”. Nasi chłopcy mieszkali w barakach. Tych, wobec których Rosjanie mieli jakiekolwiek podejrzenia (uważali, że ktoś jest snajperem albo nacjonalistą, bo ma nieodpowiedni nacjonalistyczny tatuaż, np. z Banderą) wysłano do izolatorium dyscyplinarnego, do nas.

W trakcie naszego pobytu klawiszami byli żołnierze z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL), którzy się znęcali nad chłopcami. Byli wobec nich okrutni. Owijali taśmą klejącą ręce i nogi, po czym bili. Używali paralizatorów. Słyszałyśmy, jak chłopcy krzyczeli i jęczeli – tak było dzień i noc.

Po jednym z takich „przesłuchań” jednego z chłopaków wyniesiono na noszach. Nie żył. [Rosjanie] mówili, że się targnął na swoje życie. Słyszałyśmy jednak, jak żołnierze z DRL wielokrotnie wchodzili w nocy do jego celi, bili go, rzucali nim o podłogę i znęcali się nad nim jak tylko mogli.

– A czy kobiety były prowadzone na przesłuchanie?

– Były. Kobiet Rosjanie nie bili, tylko wyzywali i popychali. W Ołeniwce nie było bicia kobiet. Mogli nas uderzyć co najwyżej po łydkach albo w plecy. O ile wiem, nie było przemocy seksualnej. Rosjanie tylko mówili: „Was wszystkie należy zgwałcić, żebyście urodziły nam Rosjan”.

– O co śledczy pytali kobiety?

– Szukali snajperów, pytali, kto się czym zajmuje. Ich interesowało, jakie są nasze myśli, przemyślenia, poglądy. Chcieli się dowiedzieć, co nam daje siłę do walki.

Pytali mnie, jakie mam podejście do Rosjan. Odpowiedziałam, że zwyczajne. Nie mam nic przeciwko tym Rosjanom, którzy się zachowują odpowiednio. Dla mnie nie jest ważna narodowość ani miejsce zamieszkania osoby, która się zachowuje właściwie. Oni w żaden sposób nie chcą zrozumieć, że wkroczyli do obcego państwa.

– Jak Państwo przeżyliście eksplozję w Ołeniwce?

– Oni (klawisze – przyp. red. „UP”) przed samym atakiem terrorystycznym byli w bardzo dobrym nastroju, weseli. Nastąpił wybuch. Mogę powiedzieć, że panikowali, ale było widać, że udają. Zachowywali się tak, że można było odczuć, iż to nie nasi [dokonali masakry jeńców – przyp. tłum.], rozumie pani redaktor? Słyszałyśmy, skąd leciały pociski [termobaryczne – przyp. tłum.]. Potem było słychać jęki i krzyki naszych chłopców.

– Jak Pani uważa, dlaczego oni to zrobili?

– Chcieli nas złamać. Próbowali nam wmawiać, że to zrobili nasi. Nie udało im się nas przekonać. Powtarzam: bardzo dobrze słyszałyśmy, skąd leciały pociski. Ciężko nawet uwierzyć, że nasi spowodowaliby wybuch. Po co mieliby to robić?

***

Karcer/izolatka, polowania na myszy, piosenki w wykonaniu Gazmanowa[v] jako narzędzie tortur, niebieska i żółta nitki na kaloryferze

– Co pomogło Pani przetrwać w niewoli?

– Wie pani redaktor, gdy nas w jednej celi było dużo, trzymałyśmy się jakoś lepiej. Często ręce opadały, ponieważ cały czas słyszałam pytania: „Kiedy cię wymienią?”, „Dlaczego do tej pory nie wymienili?”, „Co się dzieje w Ukrainie?”

W Ołeniwce mogłyśmy słyszeć rozmowy klawiszy między sobą. Obserwowałyśmy, w jakim są nastroju. Gdy mieli zły humor, wyglądało na to, że nasi dają im „popalić”. Gdy byli w bardzo dobrym nastroju, rozumiałyśmy, że nasi mają kłopoty.

27 września [2022 r.] zostałyśmy przewiezione do Rosji i tam się znalazłyśmy w całkowitej próżni informacyjnej. Najpierw Rosjanie umieszczali po trzy kobiety w każdej celi, a od stycznia [2023 r.] – po dwie. Ciężko było przebywać z jedną i tą samą osobą przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. Zdążyłyśmy porozmawiać o wszystkim: o książkach, o tym, co dla nas ważne, o zainteresowaniach. Po pewnym czasie tematy do rozmów się wyczerpały, natomiast było coraz ciężej psychicznie.

Patrzyłyśmy przez okno na niebo. Gdy było czyste, wieczorami mogłyśmy ujrzeć błękitne niebo i pomarańczwo-żółty zachód słońca. Jak pani myśli, co tak naprawdę widziałyśmy? Oczywiście, naszą flagę. Mówiłyśmy do siebie: „Patrz, jaki piękny zachód słońca. To Ukraina! Wszystko będzie dobrze”.

Kierownik aresztu śledczego wydał zarządzenie o zorganizowaniu dla nas seansów filmowych. To były dobre filmy, takie jak „Królowa stacji benzynowej”[vi] (Королева бензоколонки), „Wesele w Malinówce”[vii] (Весілля в Малинівці). W tych filmach wszyscy mają ukraińskie haftowane koszule – wyszywanki – rozumie pani? Oglądałyśmy też film „Tylko »starcy« idą w bój” (В бой идут одни старики)[viii]. Słyszymy tam słowa, które Leonid Bykow włożył w usta jednego z bohaterów: „Lecieliście przecież nad moją Ukrainą – tam niebo jest bardziej niebieskie i trawa bardziej zielona”.

Takie filmy dodawały nam sił, ale najwidoczniej Rosjanie tego nie rozumieli. Kierownik aresztu śledczego pozwolił na to, żebyśmy czytały książki. Oczywiście, wszystkie były w języku rosyjskim. Miałyśmy zakaz rozmów po ukraińsku. Głośno też nie mogłyśmy rozmawiać – jedynie szeptem. Czytałyśmy i w ciągu siedmiu miesięcy przeczytałyśmy sto książek.

Kiedy nie czytałam, myłam ściany. Przebywając w Federacji Rosyjskiej w tym samym areszcie, zmieniłam pięć cel. Wymyłam w nich wszystkie ściany, wszystkie podłogi i wszystkie muszle klozetowe. Rosjanie stale wymagali od nas, żebyśmy sprzątały.

– Czy była Pani przetrzymywana w karcerze?

– W Ołeniwce byłam w tzw. karcerze. To była cela, w której warunki były gorsze niż w pozostałych. W pomieszczeniu o powierzchni 6,25 m2 (2,5 m długości i 2,5 m szerokości) trzymano 10 osób. Gdy byłyśmy w zwykłej celi, mogłyśmy liczyć na to, że raz w tygodniu wyprowadzą nas na spacerniak i odetchniemy świeżym powietrzem. Kobiety przebywające w karcerze mogły wyjść na spacer raz na trzy tygodnie albo raz na miesiąc.

Okienko wychodzące na dwór było zabite blachą, w której wywiercono otwory – połączone przypominały kształtem literę Z. W środku była piętrowa prycza, na górze i na dole spały po dwie osoby. Inne leżały na podłodze pod pryczą, na oparciu obok wychodka, na stole lub na ławce. Spałam pod pryczą.

Podłoga była cementowa. Prosiłyśmy o materace do spania na niej i od czasu do czasu nasze prośby były wysłuchiwane. Niestety, nie spałyśmy na prawdziwych materacach, tylko na wypchanych watą szmatach, które w dodatku były brudne i cuchnące. Biegały po nas myszy, które łapałyśmy – musiałyśmy to traktować jako rozrywkę.

W Federacji Rosyjskiej karcer był inny. Była to izolatka o powierzchni 1,5 na 3 metry, z małym okienkiem pod sufitem, którego nie można było dosięgnąć. Z okienka (były w nim kraty) bardzo mocno wiało. Byłam w karcerze na początku lutego. Wówczas padał deszcz ze śniegiem, okienko z pojedynczą szybą było nieszczelne. Trzęsłyśmy się z zimna w dzień i w nocy. Nie mogłyśmy z tego powodu spać, a rano wydawano komendę o powstaniu i rozkazywano wynieść materac do innego pomieszczenia. Klawisze przyciągali pryczę do ściany i wieszali na niej kłódkę, żebyśmy nie mogły usiąść na pryczy.

Oprócz niej w karcerze były: muszla klozetowa, umywalka, malutki stolik i stołeczek. Nie miałyśmy prawa siadać – w ogóle. Mogłyśmy ukradkiem usiąść na chwilę, gdy przy drzwiach nie było klawisza. Gdy tylko podchodził do drzwi, należało stanąć obok nich i się przywitać. Trzeba było też spełniać jego zachcianki: śpiewać hymn Rosji, rosyjskie piosenki, wykonywać przysiady, myć podłogę. Myłyśmy podłogę dziesięć razy dziennie i więcej. W ten sposób znęcano się nad nami.

Jedną z dziewczyn, która miała dość długie włosy, Rosjanie ostrzygli maszynką tylko za to, że patrzyła w stronę drzwi, w stronę wizjera. Na szczęście dla tej dziewczyny maszynka się złamała. Biedaczka mogła zostać ogolona na łyso.

– Nie można patrzeć w stronę drzwi?

– Nie. Nie można głośno rozmawiać ani patrzeć w kierunku drzwi – nawet gdy klawisze podchodzą do nich. Nie można też się zbliżać do okna i patrzeć na podwórko.

– Za co panie były przetrzymywane w karcerze? Za karę?

– Tak. W Ołeniwce zostałam ukarana za to, że nie udzieliłam kierownikowi obozu filtracyjnego właściwej, jego zdaniem, odpowiedzi. Bardzo chciał, żebyśmy udzieliły wywiadu, ale powiedziałam, że moi krewni nie oglądają rosyjskiej telewizji. To się mu nie spodobało i kazał odprowadzić mnie do celi Nr 6 w izolatorium dyscyplinarnym. Spędziłam tam półtora miesiąca.

Inna dziewczyna trafiła do karceru [w Ołeniwce] za to, że zapytała naczelnika, czy naprawdę otrzymamy kompot z czereśni – chodziło o drzewo rosnące na terytorium obozu. Razem z nami w karcerze były także „Nawa”, „Ptaszynka” i inne dziewczyny.

W Rosji ja i „Ołena” trafiłyśmy do karceru za wieszanie na kaloryferze dwóch nitek w kolorze niebieskim i żółtym. Tak wyszło, w różnym czasie wyciągnęłyśmy je ze ścierek podłogowych. Wieszałyśmy nitki na kaloryferze, zaznaczając w ten sposób dzień tygodnia. Po kilku miesiącach [Rosjanie] znaleźli te nitki. Powiedzieli, że haftujemy flagę Ukrainy, po czym zaprowadzili nas do karceru, gdzie przebywałyśmy przez tydzień.

– Powiedziała Pani wcześniej, że tam zmuszano do wykonywania przysiadów. To prawda?

– Tak. Wykonywałyśmy co najmniej 50 przysiadów, ale zdarzyło się, że nawet tysiąc.

– I oni liczyli?

– Owszem, przy tym również same musiałyśmy głośno liczyć – tak, żeby oni słyszeli. Dziewczyny musiały też robić pompki – od 20 do 50. Zmusili nas, byśmy się nauczyły słów hymnu Rosji, który musiałyśmy śpiewać wielokrotnie, czasem nawet 10 razy dziennie. Torturowano nas też rosyjskimi piosenkami – najpierw słuchałyśmy ich z radia, a potem kazano nam je śpiewać. Musiałyśmy słuchać i śpiewać piosenek w wykonaniu Gazmanowa i Babkinej[ix], których od tamtej pory zwyczajnie nienawidzę. W ten sposób Rosjanie wywierali na nas presję i znęcali się nad nami psychicznie.

– Przez cały ten czas nie miałyście panie kontaktu z rodzinami. Zapewne nic nie wiedziałyście o tym, co się dzieje w Ukrainie?

– Od czasu do czasu prowadzono nas na przesłuchania do śledczych. Ci wyliczali miasta, które [Rosjanie – przyp. „UP”] niby to zajęli. Mówili, że niebawem odbiorą nam Odessę. Nie mogłyśmy przed nimi tego potwierdzić ani temu zaprzeczyć, ponieważ nie wiedziałyśmy, co się działo naprawdę.

Kiedy nasz pułk musiał się poddać i trafiliśmy do niewoli, Mariupol był bardzo mocno bombardowany. Rozpłakałam się, gdy jechałam w autobusie i zobaczyłam ruiny.

***

Wymiana, pierwsze tiramisu na wolności, sny o ostrzałach

– Czy Pani pamięta dzień, w którym się dowiedziała o wymianie jeńców?

– Czekałyśmy na wymianę każdego dnia, ale do ostatniej chwili nie wiedziałyśmy, kiedy to się stanie.

Działo się to w środku nocy. Kazano nam wstać, wychodziłyśmy z celi po kolei, po tym, jak każda usłyszała swoje nazwisko. Gdy jedna z nas wychodziła, druga była skonsternowana. Powiedziałam do koleżanki: „»Ołeno«, trzymajmy się, cokolwiek by się działo”. Zapamiętałyśmy telefony do naszych bliskich. Wiedziałam, że muszę zatelefonować do krewnych koleżanki i powiedzieć im, że żyje. Ona też wiedziała, co robić.

Wyszłyśmy z cel, wydano nam nasze rzeczy osobiste. Usłyszałyśmy, że nie możemy zabrać ze sobą nic więcej. Nie rozumiałyśmy, co się dzieje. Było oczywiste, że nas dokądś zabierają, ale nie wiedziałyśmy, dokąd i po co. Tylko niektórzy klawisze szepnęli nam na ucho: „Wyjeżdżacie stąd w ramach wymiany jeńców”.

Oczywiście, była to wielka niespodzianka. Przyznam, wyczekiwałyśmy na to w niewoli z utęsknieniem, wierząc, że stanie się lada chwila. Gdy tylko nasze marzenia się ziściły, najpierw nie mogłyśmy w to uwierzyć, zdawało nam się, że śnimy. Tak było nawet w momencie, gdy wszyscy przyjechałyśmy na granicę, odbyła się wymiana i weszłyśmy do innych autobusów. Wszedł nasz żołnierz i powiedział: „Ukraina was wita”. Patrzyłyśmy na niego, nie rozumiejąc, czy to się dzieje naprawdę, czy przypadkiem Rosjanie się nie przebrali w ukraińskie mundury i nie postanowili po raz kolejny z nas zadrwić.

– Jakie były Pani pierwsze dni w Ukrainie?

– Do mnie natychmiast przyjechały dzieci. Gdy je zobaczyłam, nie mogłam się nacieszyć. Dzieci płakały i mówiły: „Mamo, ale zmizerniałaś”. Odpowiadałam: „Owszem, ale jestem żywa i zdrowa, wszystko dobrze, wrócę do formy”.

– W niewoli Pani została pozbawiona prawie wszystkiego. Co Pani zrobiła najpierw, żeby odreagować?

– Gdy ja i „Ołena” byłyśmy w niewoli, zrozumiałyśmy, że mamy podobne gusta kulinarne. Marzyłyśmy o słodkim deserze serowym. Mój ulubiony – to tiramisu. Oczywiście, mówiłam o tym dziewczynom. Gdy trafiłyśmy do szpitala wojskowego, dziewczyny przyniosły mi tam właśnie tiramisu.

– Czy Pani ma sny?

– Mam. Widzę w nich ostrzały i bombardowania. Do tej pory mam stany lękowe. Gdy jest burza i bardzo grzmi, nie mogę zasnąć, wydaje mi się, że słyszę wybuchy. Nie mogę też jeździć sama metrem – dźwięk zbliżającego się pociągu kojarzy mi się z nadlatującym niszczycielem.

– Aktualnie Pani przebywa na rehabilitacji. Co Pani zamierza robić dalej?

– Chcę wrócić do służby. Kontynuować to, co zaczęliśmy. Będę służyła w wojsku, dopóki mnie nie przepędzą (uśmiech).

Co na to moje dzieci? Wiedzą, że ich mama jest kobietą niezależną i będzie tak, jak ona zdecyduje.

Jewhen Safonow dla „Ukraińskiej Prawdy”

Materiał powstał w ramach projektu „Zycie wojny” przy wsparciu Laboratorium Dziennikarstwa Interesu Publicznego oraz Instytutu Nauk o Człowieku (Institut für die Wissenschaften vom Menschen).

Tłumaczyła Irena Kulesza, tłumacz języka polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego, redaktor


[i] Szyrokyne – wieś w hromadzie (gminie wiejskiej) Sartansk, w rejonie (powiecie) mariupolskim w obwodzie donieckim. W trakcie walk z prorosyjskimi separatystami została zamieniona w ruinę. Wyzwolona pod koniec lutego 2016 r. Na podstawie tzw. Porozumień mińskich przed 24 lutego 2022 r. była kontrolowana przez Siły Zbrojne Ukrainy. Źródło: https://www.pravda.com.ua/news/2016/02/24/7100202/ (dostęp: 30 sierpnia 2023 r.) – przyp. tłum.

[ii] Tatuaż nawiązuje do pieśni „Czerwona kalina”, która powstała w 1914 r. Była także hymnem UPA, aktualnie jest przede wszystkim pieśnią patriotyczną – przyp. tłum.

[iii] Urzuf – wieś położona w rejonie (powiecie) Mariupol, w obwodzie donieckim. Przed 24 lutego 2024 r. miejscowość nie była pod okupacją rosyjską – przyp. tłum.

[iv] Ołeniwka – to miejscowość w obwodzie donieckim, na terenie separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej – przyp. tłum.

[v] Oleg Gazmanow – to rosyjski piosenkarz, poeta i kompozytor. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę otwarcie demonstrował poparcie dla działań wojennych – przyp. tłum.

[vi] Chodzi o komedię sowiecką, nakręconą w 1962 r. na terenie faktycznie istniejącej stacji benzynowej w ukraińskim mieście Pyriatyn (obwód połtawski), na trasie między Kijowem a Charkowem. Główna bohaterka filmu, Ludmiła Dobrywieczór (ukr. Dobryjweczir) nie tylko została mistrzynią tankowania samochodów, ale też kardynalnie zmieniła system pracy na stacji benzynowej. Wiadomo, że ta stacja istniała w 2017 roku. Źródło: https://ru.wikipedia.org/wiki/Королева_бензоколонки (dostęp: 26 sierpnia 2023) – przyp. tłum.

[vii] Akcja filmu toczy się w okresie terroru bolszewickiego w 1919 roku. W ukraińskiej wsi Malinówka na południu Ukrainy wszyscy oczekiwali na wesele czabana Andrija z Jarynką, córką wdowy po rewolucjoniście, który został zesłany na Syberię jeszcze w czasach carskich. Na wieś napadła banda pod wodzą Hryćka, który sam się ogłosił atamanem. Jarynka spodobała się mu i chciał wymusić zgodę na ślub. Źródło: https://ua.kinorium.com/58342/ (dostęp 26 sierpnia 2023) – przyp. tłum.

[viii] Film o sowieckich lotnikach ze śpiewającej eskadry, walczących w latach wojny niemiecko-sowieckiej został nakręcony w 1973 r. Reżyser Leonid Bykow (rodem z Ukrainy) miał gotowy scenariusz jeszcze w latach 60. Sowiecki Państwowy Komitet Kinematografii uznał, że w filmie jest za mało heroizmu. Po premierze w sierpniu 1974 r. obejrzało go ponad 44 miliony widzów z całego ZSRS. Hasło: „Do boju idą tylko starcy” dotyczy lotników, którzy nie mieli więcej niż 20 lat, natomiast posiadali już doświadczenie w walkach z Niemcami. Źródło: https://esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=3; https://naekranie.pl/filmy/v-boy-idut-odni-stariki (dostęp: 28 sierpnia 2023 r.) – przyp. tłum.

[ix] Nadieżda Babkina – artystka ludowa Rosji, która poparła aneksję Krymu oraz pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. W swych wypowiedziach i działalności artystycznej (latem 2022 r. występowała na ruinach Teatru Dramatycznego w Mariupolu) śpiewaczka podważa integralność terytorialną Ukrainy, dlatego władze uznały ją za osobę niepożądaną. Źródło: https://www.unian.ua/lite/stars/my-ne-mozhem-na-karachkah-polzat-nadezhda-babkina-rezko-vyskazalas-ob-ubiystve-ukraincev-12013230.html (dostęp: 29.08.2023) – przyp. tłum.

polityka Tags:Azowstal, Mariupol, Ołeniwka, pułk Azow, ukraińscy jeńcy wojenni, Wojna Rosji przeciw Ukrainie

Nawigacja wpisu

Previous Post: „W opinii Ukraińców papież był liderem, który zatrzyma wojnę”. Jak i dlaczego się zmieniło nastawienie do papieża Franciszka
Next Post: „Tu wieje i dmucha jak przez przetak”. Ojciec Paweł Wyszkowski OMI pokazuje kijowski kościół pw. św. Mikołaja, znajdujący się w stanie awaryjnym

More Related Articles

To nie Ukraina jest dla nich dziś najważniejsza. Co dzielą między sobą Putin i Trump polityka
„W opinii Ukraińców papież był liderem, który zatrzyma wojnę”. Jak i dlaczego się zmieniło nastawienie do papieża Franciszka polityka
Miejsce, które przyciąga. Dziennikarze portalu NV.UA przyjechali do Charkowa i wyjaśnili, dlaczego – mimo ostrzałów – mieszka tam milion osób polityka
Kapitulacja w ładnym opakowaniu, czyli co zaproponowano Ukrainie w „planie pokojowym” Donalda Trumpa polityka
Po ponownym zaprzysiężeniu na prezydenta Putin podpisał pierwszy dekret. Czy Państwo wiedzą, o co w nim chodzi? polityka
Jurij Andruchowycz: „Oglądałem Moskwę w stanie całkowitego kollapsu i wywoływało to we mnie złośliwą satysfakcję” polityka

Archiwa

  • styczeń 2026
  • listopad 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • luty 2025
  • luty 2024
  • grudzień 2023

Kategorie

  • Bez kategorii (9)
  • kultura (1)
  • polityka (19)
  • religia i wiara (2)
  • społeczeństwo (10)
Zaloguj się

Ostatnie wpisy

  • „Tu wieje i dmucha jak przez przetak”. Ojciec Paweł Wyszkowski OMI pokazuje kijowski kościół pw. św. Mikołaja, znajdujący się w stanie awaryjnym
  • „Was wszystkie należy zgwałcić, żebyście urodziły Rosjan” – mówili klawisze. Switłana Worowa (batalion „Azow”) o 11 miesiącach w niewoli
  • „W opinii Ukraińców papież był liderem, który zatrzyma wojnę”. Jak i dlaczego się zmieniło nastawienie do papieża Franciszka
  • Kapitulacja w ładnym opakowaniu, czyli co zaproponowano Ukrainie w „planie pokojowym” Donalda Trumpa
  • Jurij Andruchowycz: „Oglądałem Moskwę w stanie całkowitego kollapsu i wywoływało to we mnie złośliwą satysfakcję”

Najnowsze komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia.

Copyright © 2023 Myślnik.net Sieradz

Powered by PressBook Green WordPress theme