Skip to content

Myślnik

Refleksje nieutracone – odnajdywwanie prawdy, piękna i dobra

Szkodliwy dekret Wołodymyra Zełenskiego

Posted on 2026-06-07 By Irena Kulesza

26 maja 2026 roku Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię „bohaterów UPA” Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”. Jest to podmiot wewnątrz Sił Operacji Specjalnych w Siłach Zbrojnych Ukrainy. W dekrecie zaznaczono, że chodziło „o odrodzenie tradycji historycznych narodowego wojska”.

Nie wiem, czym tak naprawdę się kierował prezydent Ukrainy i czy był świadomy, jaki to wywoła rezonans społeczny w Polsce. W mediach ukraińskich można przeczytać, że Siły Zbrojne Ukrainy apelowały do prezydenta o nadanie jednostkom wojskowym imienia UPA lub jej dowódców. Przywoływane są rozmowy prezydentów Wołodymyra Zełenskiego i Andrzeja Dudy w Wiśle w dniach 19-21 stycznia 2022 roku. Na stronie:

https://www.eurointegration.com.ua/articles/2025/08/1/7216909

zostały opublikowane wspomnienia Jakuba Kumocha, ówczesnego szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP. Oto fragment:

„W kwestii historycznej prezydent [Andrzej Duda] poinformował stronę ukraińską, że zarówno społeczeństwo polskie jak i on sam będą bardzo ostro reagowali na przejawy kultu osób niosących odpowiedzialność za zbrodnię wołyńską: Romana Szuchewycza, Kłyma Sawura i innych winnych zbiorowych morderstw uważanych przez nas za ludobójstwo.

Rozumiem, że Duda zaproponował całkowitą rezygnację z tego kultu, w zamian za co Polska miałaby zrezygnować z maksymalistycznych wymagań dot. potępienia [przez Ukrainę] całego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego w okresie międzywojennym i w latach II wojny światowej.

Sam zaproponowałem tymczasową umowę, wedle której winni ludobójstwa na Wołyniu zostaną wyłączeni z panteonu ukraińskiego, a Polska nie będzie się wypowiadała w sprawie pozostałych działań UPA, chociaż nie dołączy do żadnych przejawów kultu i poszanowania”.

Czytamy, że ta umowa nie była oficjalna, ale „strony długo wolały nie naruszać jej zapisów”:

https://www.eurointegration.com.ua/articles/2026/06/1/7238736

Zdaniem komentatorów ukraińskich, umowę narusza Polska, a przede wszystkim prezydent RP Karol Nawrocki. Chodzi o jego projekt ustawy o odpowiedzialności karnej za demonstrowanie symboliki OUN-UPA oraz o penalizacji banderyzmu na równi z nazizmem i komunizmem. W Ukrainie wiedzą również, że 4 czerwca 2025 roku polski Sejm ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

Reakcje Ukraińców na decyzję Prezydenta RP Karola Nawrockiego

Wiemy już o inicjatywie Prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie odebrania Wołydymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dziennikarze ukraińscy piszą, że nic takiego nie miało miejsca w przypadku byłego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki, który otrzymał to najwyższe polskie odznaczenie w 2005 roku. Juszczenko mianował Stepana Banderę Bohaterem Ukrainy, mimo to nie było żadnych aluzji, że order może zostać odebrany. Media piszą o tym, że inicjatywa Karola Nawrockiego jest na użytek wojny polsko-polskiej, a przede wszystkim między nim a premierem Donaldem Tuskiem, który jednak zaraz po ogłoszeniu dekretu mówił o „dotknięciu polskiej wrażliwości historycznej”.

Liberalne media ukraińskie w rodzaju cytowanej wyżej „Ukraińskiej Prawdy” (i jej redaktor Jurij Panczenko) obawiają się, że aktualny konflikt wzmocni niechętną Ukrainie polską skrajną prawicę, która po wyborach prawdopodobnie zwiększy „stan posiadania” w Sejmie. Ruch Zełenskiego zniechęca także proukraińskich polityków (przede wszystkim tych w PiS, którzy nadal chcą pomagać Ukrainie). Ponieważ w Polsce powszechnie wiadomo, że OUN-UPA jest winna nie tylko rzezi wołyńskiej, ale także współudziału w Holokauście, Ukraińcy zaczynają się bać, że do tego konfliktu zostanie wciągnięty także Izrael. Dotyczy to także osób z otoczenia Donalda Trumpa, gdzie już się szuka „furtki” do zaprzestania przekazywania pomocy Ukrainie.

Ukraińcy uważają, że konflikt Ukrainy z Polską o to, kto jest bohaterem, a kto nie, jest nieunikniony. Może chodzić np. o Żołnierzy Wyklętych. Zdaniem cytowanego wyżej publicysty Jurija Panczenki, „uczestniczyli oni w likwidacji obywateli polskich, mających pochodzenie ukraińskie czy białoruskie”. Publicysta dodaje na koniec, że „wątpliwe jest, żeby w najbliższych latach prezydentem Ukrainy został polityk, który pójdzie na tak dalekie ustępstwa w kwestii historycznej, jakich się oczekuje po prawej stronie polskiej sceny politycznej”.

Mam nadzieję, że informacje o oburzeniu wszystkich sił politycznych w Polsce nie pozostaną w Ukrainie bez echa. Mam też nadzieję, że zarówno Polacy, jaki i Ukraińcy zadadzą sobie trzy pytania.

Kto na dekrecie Zełenskiego zyskał?

Czy zyskał na tym dekrecie sam prezydent Ukrainy? Doraźnie może tak (wiadomo, że o zbrodni wołyńskiej się dowiedział już jako prezydent), ale na pewno nie o taki „sukces” ani rozgłos mu chodziło. Zapewne wywołany przez Zełenskiego konflikt na linii Warszawa-Kijów na jakiś czas odwróci uwagę polskiej opinii publicznej i polskich mediów od problemów wewnątrz władz Ukrainy i od afer korupcyjnych.

Z pewnością Zełenski zyskał w oczach ukraińskich nacjonalistów, dla których Stepan Bandera, Andrij Melnyk (pochowany z honorami 25 maja 2026 roku na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie), Roman Szuchewycz, Jewhen Konowalec i Kłym Sawur wciąż są bohaterami narodowymi. Żadne słowa o polskich ofiarach rzezi wołyńskiej tych nacjonalistów nie przekonują. Nieustannie mówią o tym, że ukraińskich ofiar jest więcej, a Polska przesadza.

Zapewniam jednak Czytelników, że, po pierwsze, tych zagorzałych nacjonalistów wcale nie jest tak wielu i mieszkają oni głównie na zachodzie Ukrainy. Po drugie, większość Ukraińców znacznie bardziej się przejmuje kwestią wojny z Rosją i tym, czy doczekają dnia następnego (vide: rosyjskie ostrzały, drony, rakiety, brak prądu etc.). Niewielu cywilów zastanawia się nad tym, dlaczego z honorami pochowano jednego z ojców ukraińskiego nacjonalizmu oraz nad tym, co skłoniło Zełenskiego do nadania oddziałowi sił specjalnych imienia „bohaterów UPA”. Obojętność wobec tej sprawy jest widoczna m.in. na ogólnokrajowych portalach internetowych, gdzie kwestia dekretu Zełenskiego i reakcji w Polsce absolutnie nie jest w czołówkach stron. Może było tak przez dwa ostatnie dni maja, ale nie teraz, kiedy dyskusje się toczą głównie na portalach społecznościowych.

Drugą osobą, która na tym zyskała, jest Władimir Putin. Jednym z „powodów”, dla których rozpętał tę krwawą wojnę w Ukrainie, jest „walka z banderyzmem” i chęć „denazyfikacji Ukrainy”. Uważa on, że kult Bandery i OUN-UPA jest w Ukrainie tak powszechny, że należy go zwalczać militarnie. Jego zdaniem zdecydowana większość obywateli Ukrainy (nieważne, jakiej są narodowości) – to zagorzali nacjonaliści i „faszyści”. Nie za bardzo wiadomo jednak, jakie „nacjonalistyczne poglądy” mają małoletnie dzieci porwane do Rosji oraz zwykli cywile, których domy (na wschodzie i południu Ukrainy, gdzie banderyzm z lat czterdziestych XX wieku się nie rozpowszechnił) zostały zrównane z ziemią. Po ostatnim dekrecie Zełenskiego Putin jednak zapewne zaciera ręce i powtarza: „A nie mówiłem?”, czytaj: „Ukraińcy – to nacjonaliści i faszyści, a największy z nich – to Zełenski”. Kult Bandery, Melnyka i OUN-UPA jest być może jakimś sposobem na walkę z Putinem i jego ideologią, nie znaczy to jednak, że ten sposób jest dla wszystkich akceptowalny (również w Ukrainie).

Zyskali na tym także ci, którym już się „znudziło” pomaganie Ukrainie i czytanie/słuchanie/oglądanie materiałów o wojnie. Zapewne z tego konfliktu cieszą się również osoby, które są – co tu ukrywać – niechętne Ukrainie, za to tęskniące za resetem z Rosją. Nie możemy udawać, że w Polsce (we wszystkich siłach i partiach politycznych oraz wśród ich zwolenników) nie ma ludzi tęskniących za powrotem do dawnych relacji z Rosją. Są dziennikarze piszący o możliwym i nawet pożądanym „resecie” z Rosją. Chodzi m.in. o kupowanie taniego rosyjskiego gazu i ropy, możliwość wyjazdów na Krym (wielu już nie pamięta, że wedle prawa jest on republiką autonomiczną w składzie Ukrainy), oglądanie rosyjskich filmów, czytanie nowych przekładów rosyjskiej literatury, słuchanie rosyjskiej muzyki… Wielu chce się zmierzyć z Rosjanami na zawodach sportowych czy też w trakcie różnych konkursów (dla nikogo nie jest tajemnicą, że od momentu inwazji Rosji na Ukrainę tzw. „neutralność” rosyjskich sportowców i artystów jest na pokaz).

Są w Polsce i tacy, którzy marzą, by wspólnie z Rosjanami znów prowadzić biznesy, organizować dla nich wycieczki po Polsce, a przede wszystkim o tym, żeby „dowalić” Ukrainie i Ukraińcom tak, żeby zabolało. Takie osoby, czytając o rosnącej liczbie ofiar działań wojennych (wśród ukraińskich żołnierzy i cywilów), uśmiechają się pod nosem:(

Jeżeli mowa o państwie, które zyskało, są nim Niemcy. Nie są one zainteresowane dobrą współpracą Warszawy z Kijowem, a jeżeli chodzi o kwestie historyczne, powszechnie wiadomo o kolaboracji OUN i UPA z Niemcami nie tylko na Wołyniu, ale także w Galicji Wschodniej, które to tereny po 17 września 1939 roku znalazły się w granicach ZSRS. Legion Ukraińskich Nacjonalistów zaatakował Polskę we wrześniu 1939 roku z terytorium Słowacji.

Kto nad dekrecie Zełenskiego stracił?

Może teraz kilka słów o tym, kto na tym dekrecie i konflikcie z nim związanym stracił. O porażce wizerunkowej Wołodymyra Zełenskiego w oczach Polaków już nie muszę się rozpisywać. Nie wiadomo, czy może on omawiany dekret anulować, ale dobrze by było, gdyby tak się stało. Odebranie najwyższego polskiego odznaczenia byłoby jego katastrofą wizerunkową i nie miałby już czego szukać w Polsce. Na razie (stanem na 7 czerwca 2026, gdy Kapituła Orderu Orła Białego nie odbyła jeszcze posiedzenia) za odebraniem Zełenskiemu orderu jest 95% badanych w sondażach. Widać zatem, że osoba, która zaraz po rosyjskiej inwazji była darzona sympatią Polaków, całkowicie ją utraciła. Straty w oczach społeczeństwa polskiego oraz najwyższych władz RP są nie do odrobienia – przynajmniej w krótkiej perspektywie.

Z drugiej strony, niektórzy ukraińscy komentatorzy іnternetowi piszą, że Zełenski specjalnie wywołał ten konflikt, chcąc… ściągnąć z powrotem z Polski do Ukrainy jak najwięcej rodaków. Chodzi głównie o panów w wieku poborowym, ale nie tylko. Zełenski i władze Ukrainy wiedzą, że sytuacja demograficzna w Ukrainie jest katastrofalna, a uchodźcami zostało bardzo dużo kobiet w wieku rozrodczym. Wielu Ukraińców zwyczajnie nie lubi Zełenskiego – to żadna tajemnica. Ich zdaniem ten konflikt z Polską spowoduje wzrost niechęci do Ukraińców do tego stopnia, że będą musieli… wracać z Polski do siebie. To też strata wizerunkowa Zełenskiego, bo są inne metody na to, żeby zachęcić Ukraińców i Ukrainki do powrotu.

Stracili na tym także obywatele Ukrainy, zwłaszcza chcący pozostać w Polsce na dłużej. Nie ma co się łudzić, że wszyscy, którzy przybyli tu po 24 lutego 2022 roku, będą chcieli wrócić do Ukrainy. Wielu uchodźców wojennych otrzymało już prawo stałego pobytu, ma pracę i nawet założyło rodziny czy kupiło na kredyt mieszkanie. Po dekrecie Zełenskiego obywatele Ukrainy przebywający w Polsce muszą się liczyć z tym, że entuzjazm Polaków wobec nich osłabnie. Wielu usłyszy o tym, żeby „wracali do siebie, do swojej banderowskiej Ukrainy” czy też „do UPA-dliny”. Wiadomo, że nie wszyscy uchodźcy są nacjonalistami, ale wielu Polaków to nie przekonuje. Będą mówili o niewdzięczności, o roszczeniowości, o zabieraniu Polakom miejsc pracy, o tym, że trzeba wracać do siebie, a nie „doić” Polski i Polaków… Emocje – to zawsze zły doradca, niemniej nie dziwię się, że w tych dniach wybuchają one ze zdwojoną siłą.

Niezbyt wielu Polaków się zastanawia nad tym, że przeważająca większość aktualnie przebywających tu Ukraińców zwyczajnie nie ma, dokąd wrócić, bo ich mieszkania i domy od dawna są zamienione w ruiny. Nikt nie potrafi dziś przewidzieć, kiedy w Ukrainie ruszy budownictwo mieszkaniowe na dużą skalę. Nie wiadomo też, kiedy na wschodzie i południu zostaną odnowione (zniszczone i rozgrabione przez Rosjan) fabryki i zakłady przemysłowe, które „żywiły” całą Ukrainę. Kiedy zakończy się rosyjska okupacja? Kiedy życie wróci do normy? Na te pytania nikt nie potrafi dziś odpowiedzieć, tym bardziej podając jakiś konkretny termin. Pisząc te słowa, ufam, że codzienne relacje Polaków z mieszkającymi tu Ukraińcami będą przynajmniej poprawne.

Oczywiście, nie ma zgody na to, żeby Ukraińcy naruszali zasady ruchu drogowego czy łamali prawo, m.in. jeżdżąc pod wpływem alkoholu czy rozbijając się drogimi samochodami z niedozwoloną prędkością. Nie mogą się zachowywać jak „paniska” i nie znać słów: „proszę”, „dziękuję” czy „przepraszam”. Z drugiej strony, ukraińskie dzieci nie powinny być szykanowane i wyzywane od „banderowców” w szkole, a ich rodzice – w miejscach pracy. Przypinanie łatki „morderców” i „banderowców” tym, którzy tylko czytali o nich w książkach czy podręcznikach, nie ma najmniejszego sensu. Niemniej rozumiem, że teraz będą „na cenzurowanym”, a każde niewłaściwe zachowanie obywatela Ukrainy jest i będzie krytykowane o wiele bardziej niż takie samo zachowanie Polaka. Ukraińcy są gośćmi i oczywiste jest, że powinni szanować gospodarzy, ich prawo, obyczaje, tradycje i system wartości.

Stracili na tym także Ukraińcy mieszkający u siebie, pozostający w miastach, codziennie narażonych na ostrzały i ataki rakietowe. Wielu z nich doskonale wie, że nadchodząca pomoc (bezpośrednio z Polski oraz tranzytem) była i jest nieoceniona. Coraz więcej obywateli Ukrainy (pozostających w kraju) uczy się języka polskiego lub już się go nauczyło. Zapewne nerwowo reagują na opisywany i komentowany w polskich mediach konflikt na tle dekretu Zełenskiego. Jak napisałam wyżej, nie wszyscy popierają kult banderowców oraz OUN-UPA, i zaistniała sytuacja zwyczajnie ich boli. Są Ukraińcy mający w Polsce krewnych i przyjaciół, z niepokojem obserwujący to, co się dzieje. Czy będą mogli pojechać do Polski? Czy nie będą tu szykanowani? Czy uchodźcom nie będzie się działa krzywda? Ufam, że nie.

Na konflikcie w związku z tym niesławnym dekretem stracili także Polacy mieszkający w Ukrainie. Dla mnie oczywiste jest, że nie popierają ideologii banderowskiej. Muszą być bardzo dyplomatyczni i ostrożni – szczególnie na zachodzie Ukrainy, czyli w dawnej Galicji Wschodniej i na Wołyniu. To tam działały i mordowały Polaków bandy i oddziały OUN-UPA, i tam aktualnie mieszka najwięcej Ukraińców o poglądach nacjonalistycznych (nie da się ukryć, że tam dumne miano „nacjonalisty” nosi teraz każdy, kto twierdzi, że nienawidzi Rosji). Bezdyskusyjne jest również, że teraz, gdy trwa wojna, tamtejsi Polacy muszą być i są lojalni wobec państwa ukraińskiego i władz lokalnych, by nie zostać oskarżonymi o kolaborację z Rosjanami, szpiegostwo czy zdradę. Wiadomo również, że jest coraz więcej polskich flag na cmentarzach w Ukrainie – Polacy urodzeni w ukraińskich miastach i wioskach oddają za nią życie.

Cała ta sytuacja wokół dekretu Zełenskiego musi Polaków w Ukrainie bardzo boleć, bo nie mają pewności, czy Ukraińcy nie będą wobec nich wrogo nastawieni, i czy Polska się nie odwróci od nich. Wiadomo, że organizacje polskie i media w Ukrainie zostały pozbawione przez Senat i MSZ RP finansowania swej działalności na dotychczasowym poziomie, a na wsparcie podmiotów ukraińskich w warunkach wojny nie mają co liczyć. Polska nie może teraz pokazać, że jest jej obojętne, jak się mają rodacy mieszkający w Ukrainie.

Na tej sytuacji stracili także obywatele polscy, którzy wspierali i wspierają Ukrainę niekoniecznie dlatego, że czują do niej sentyment, mają tam krewnych czy przyjaciół. Wielu teraz odczuwa co najmniej niesmak i konsternację. 1 czerwca 2026 r. Bartosz Cichocki, były ambasador Polski na Ukrainie, zwrócił odznaczenie „Za zasługi”, wręczone przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Czytamy w oświadczeniu, że uczynił to „w związku z decyzjami prezydenta Ukrainy honorującymi UPA i kolaboranta niemieckich nazistów”. Taka sama konsternacja panuje m.in. w Rzeszowie i Chełmie, które to miasta otrzymały od Zełenskiego tytuł „miasta-ratownika”. Prezydenci miast już się radzą mieszkańców, czy mieliby oddać te odznaczenia i tytuły. Skoro Zełenski docenił wysiłek całego miasta, które wyciągnęło do Ukraińców pomocną dłoń, to mieszkańcy powinni decydować (np. w referendum), czy mieliby się zrzec tytułu. Nie powinni przy tym się kierować emocjami, tylko decyzję przemyśleć. Nie nieśli pomocy osobiście Zełenskiemu, tylko ukraińskim uchodźcom, którzy nie muszą z Prezydentem Ukrainy się we wszystkim zgadzać.

Są organizacje, instytucje, dziennikarze, politycy i osoby prywatne, które wiedzą, że Rosja – to imperium zła. Bez wsparcia z Polski Ukraina padnie, po czym może nastąpić rosyjska inwazja na Polskę i kraje nadbałtyckie, dawniej będące częścią ZSRS. Wielu podmiotom i osobom w Polsce rosyjska polityka zwyczajnie jest wroga, a Putina nie szanują czy wręcz nienawidzą (jakkolwiek to brzmi). Uważają, że trzeba wspierać Ukrainę, bo tak im każe sumienie i mają takie wewnętrzne przekonania. Modlą się za Ukrainę, przelewają pieniądze na specjalne konta i uczestniczą w zbiórkach, wysyłają tam agregaty prądotwórcze i generatory, liczne paczki, szykują konwoje humanitarne, pomagają zakupić broń i amunicję. Zapewniam Czytelników, że przez przeważającą większość obywateli Ukrainy te wszystkie działania są doceniane. Jako osoba urodzona we Lwowie mówią z całego serca: DZIĘKUJĘ!

Co będzie dalej z naszymi relacjami?

Teraz emocje „buzują” po jednej i drugiej stronie. Polska słusznie przypomina zbrodnię wołyńską, czyli palenie całych wiosek i bestialskie mordy na starcach, kobietach i dzieciach. Ukraińcy przypominają „zdradę” Piłsudskiego po pokoju ryskim, kiedy zerwał sojusz z Petlurą i „dogadał się” z Sowietami. Jako „kamyczek” do polskiego ogródka traktowane jest… zdjęcie Hitlera przy symbolicznej trumnie Piłsudskiego:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Hitler_uczestniczyłrównież_we_mszyświętej_na_cześćMarszałka,_jaką_odprawiono_18_maja_1935_r._w_Katedrześw._Jadwigi_w_Berlinie_przy_symbolicznej_trumnie_Józefa_Piłsudskiego._W_uroczystości_wzięli_udział_przedstawiciele.jpg

Dodajmy też, że w Polsce mówimy o „zbrodni wołyńskiej” i „rzezi wołyńskiej”, a w Ukrainie mówią o „tragedii wołyńskiej”, czyli waga wydarzeń nie jest ta sama. Do tego coraz bardziej słychać „zgrzyty” pomiędzy historykami z Polski i Ukrainy, a zwłaszcza oboma Instytutami Pamięci Narodowej. Ukraińcy usilnie udowadniają, że liczba ofiar po stronie ukraińskiej była co najmniej taka sama, zatem Polacy nie mogą nazywać zbrodni wołyńskiej ludobójstwem. Czytam o tym, że Polacy muszą jechać do Ukrainy i grzebać w archiwach, gdzie są dowody na mordy na Ukraińcach… Dyskusje w mediach społecznościowych czy na portalach internetowych nie są rzetelne i wiadomo, kto na tym korzysta.

W Ukrainie słychać głosy o „oddawaniu historii historykom” i „wbijaniu noża w plecy” Ukrainy właśnie teraz, gdy walczy z putinowską Rosją w krwawej wojnie. Giną nie tylko żołnierze, ale także ludność cywilna. I w latach rzezi wołyńskiej, i teraz najbardziej na tym całym sporze korzysta Rosja. Nie można także pominąć Niemiec, które NIGDY nie potępiły rzezi wołyńskiej, a nawet, jako okupanci Galicji Wschodniej i Wołynia, ją inspirowały (można znaleźć wiele materiałów choćby o dywizji SS Galizien). Ukraina nie może zamykać oczu na polską wrażliwość historyczną i powinna zrobić wszystko, żeby ta straszna rana, która teraz ponownie ropieje, przestała boleć.

Co trzeba robić? Przede wszystkim powiedzieć NIE upamiętnieniom OUN-UPA, a także personalnie Bandery, Melnyka, Szchewycza, Konowslca, Sawura i innych przywódców oddziałów mordujących Polaków. Nie należy tego robić w nazwach teraźniejszych jednostek wojskowych, instytucji, a nawet placów i ulic. Warto szukać innych bohaterów, przede wszystkim wśród tych, którzy w ostatnich 4 z okładem latach oddali za Ukrainę życie, choćby w teatrze w Mariupolu, w zakładach Azowstal, Kijowie, Borodiance, Buczy, Chersoniu, Charkowie, Zaporożu…

Ukraina nie może też utrudniać ekshumacji na Wołyniu i na terenie dawnej Galicji Wschodniej. Dobrze, że w tej kwestii są jakieś postępy, ale tego za mało. Każda taka ekshumacja powinna być nagłaśniana w mediach w Ukrainie i w Polsce, inaczej Ukraińcy NIGDY się nie dowiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Ofiary należy godnie pochować, żeby rodziny mogły przyjechać, zapalić znicz i się pomodlić. Ukraina jest państwem chrześcijańskim i rozumie, co znaczy szacunek do zmarłych (choćby tych, którzy oddali za nią życie w aktualnie toczącej się wojnie i do tej pory czekają na pochówek). W miejscach przeprowadzenia ekshumacji powinny stać choćby krzyże poświęcone przez kapłanów z Polski i Ukrainy, a potem – być może pomniki.

Sprawa trzecia – to edukacja. Myślę, że nie przesadzę, pisząc, iż oba kraje ponoszą winę za zaniedbania edukacyjne w kwestii zbrodni wołyńskiej. Można bez końca się oskarżać nawzajem o zbrodnie i brak wrażliwości, stale się licytować, po której stronie było więcej ofiar. Jeżeli Ukraińcy nie będą mieli dostępu do artykułów i książek o wydarzeniach na Wołyniu, ich wiedza na ten temat pozostanie na tym samym poziomie, co teraz. Owszem, dobrze, że w Polsce się ukazuje coraz więcej publikacji, ale co przeszkadza wydawnictwom, żeby ta sama książka została przełożona i wydana po ukraińsku? Niech będzie to nawet kilkadziesiąt egzemplarzy. Mimo wojny są możliwości przekazania do Ukrainy różnego typu materiałów. Nie ma co mówić o „opłacalności” – sprawa jest zbyt poważna, żeby ją zaniedbać.

Te same książki w wersji ukraińskiej mogą być przekazywane do polskich miast, w których dziś mieszka duża liczba Ukraińców – zarówno od urodzenia, jak i uchodźców. Jak wspomniałam wyżej, nawet Wołodymyr Zełenski dowiedział się o rzezi wołyńskiej dopiero po 2019 roku, wcześniej zapewne się nie interesował tą sprawą. Uchodźcy ze wschodu i południa Ukrainy wiedzą o banderowcach, melnykowcach i OUN-UPA, ale zapewne ich wiedza o rzezi wołyńskiej jest taka sama, jak prezydenta Zełenskiego. Wiadomo, że OUN-UPA jest prezentowana jako formacja patriotyczna, która walczyła z Sowietami (i Niemcami). Może po 4 latach pobytu w Polsce ukraińscy uchodźcy wiedzą więcej, ale zapewne język polskich tekstów naukowych jest dla nich niezbyt zrozumiały. Nie wystarczy przeczytać o rzezi wołyńskiej, trzeba zrozumieć, dlaczego ta sprawa jest tak ważna dla Polaków.

Ważne jest także, by strona polska zwracała uwagę na to, że nie wszyscy ukraińscy nacjonaliści z lat II wojny światowej byli po stronie Niemiec, i że polityka II RP wobec mniejszości ukraińskiej była błędna i w dodatku niekonsekwentna:

https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/okupacja-niemiecka/35068,Wolynski-konflikt-pamieci.html

Mało kto w Polsce wie, że były przypadki przejścia z AK do NKWD, żeby walczyć z UPA. O tym jest mowa w książce Damiana Markowskiego:

https://hurt.wydawnictwoznak.pl/historia-2/strybki-z-ak-pod-skrzydla-nkwd

Owszem, byli tacy Polacy, którzy się sprzymierzyli z jednym wrogiem (Sowietami), żeby wspólnie z nimi walczyć z drugim wrogiem (UPA), ale wiadomo, że Ukraińscy nie traktują tego faktu pobłażliwie.

Żyjemy w epoce Internetu oraz dobrze rozwiniętych mediów społecznościowych. Warto stworzyć specjalny portal, na którym będzie mowa tylko o wydarzeniach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach II wojny światowej. Oczywiste jest, że powinien on być dwujęzyczny, żeby korzystali z niego Polacy i Ukraińcy. Powinna tam być możliwość komentowania wpisów i artykułów, żeby można było wymieniać poglądy i argumenty, a nie obrzucać się nawzajem inwektywami.

Wiadomo, że w maju br. w Baranowie Sandomierskim odbył się kolejny Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny, ale jego przebieg nie był szeroko relacjonowany w mediach w Polsce i Ukrainie. Warto się zająć tematyką choćby dlatego, że ostatni taki kongres miał miejsce w 2018 roku, czyli przed pandemią COVID-19 i pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.

Nadzieja

Czy w tym wszystkim, co napisałam, jest choćby jakiś cień nadziei? Uważam, że tak. Chodzi przede wszystkim o to, że rozmowa z sąsiadem na trudne tematy zawsze prowadzi do wyjaśnienia stanowisk jednej i drugiej strony. Ukraina i Polska miały także chlubne karty wspólnej historii, a zatem nie wszystko było tak tragiczne jak na Wołyniu. Jeżeli wszyscy przestaniemy udawać, że „nie czas na takie rozmowy”, atmosfera się oczyści. Potrzeba tylko stanowczości, cierpliwości i rzetelności.

Oprócz kwestii publikacji w języku ukraińskim poruszyłabym też sprawę angażowania młodego pokolenia, dla którego wydarzenia na Wołyniu są zamierzchłą przeszłością. Młodzież powinna nawiązać kontakty na poziomie szkół, żeby móc odwiedzać swoich kolegów w Polsce i w Ukrainie, kiedy będzie bezpiecznie. Studenci historii i archeologii z obu państw mogą w ramach praktyk uczestniczyć w badaniach i pracach ekshumacyjnych. Warto zachęcać młodych do czytania artykułów i publikacji dotyczących rzezi wołyńskiej, żeby było komu zapalić znicze na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, gdy pokolenie ich dziadków odejdzie do Pana.

Nadzieję pokładam także w polskich mediach, które cały czas się zajmują tą sprawą. Ufam, że nie ustaną w przekazywaniu prawdy o Wołyniu, że będą publikowane rozmowy z ekspertami, że dziennikarze również dotrą do miejsc ekshumacji, by uświadomić Polaków i Ukraińców, że to sprawa naprawdę ważna.

Polacy i Ukraińcy – to chrześcijanie. Niech we wspólnym dojściu do prawdy pomoże im Bóg. Niech konstruktywny dialog doprowadzi do prawdy i szacunku dla ofiar. Nie wołają one o zemstę. Wierzę, że wyświechtane „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” w końcu zabrzmi szczerze i zapewni bezpieczną przyszłość obu krajów.

Irena Kulesza

Sieradz, 7 czerwca 2026

polityka Tags:OUN-UPA, Polska, Rosja, Ukraina, Władimir Putin, Wołodymyr Zełenski

Nawigacja wpisu

Previous Post: Rosyjski bloger o Putinie

More Related Articles

„W opinii Ukraińców papież był liderem, który zatrzyma wojnę”. Jak i dlaczego się zmieniło nastawienie do papieża Franciszka polityka
Jurij Andruchowycz: „Oglądałem Moskwę w stanie całkowitego kollapsu i wywoływało to we mnie złośliwą satysfakcję” polityka
Miejsce, które przyciąga. Dziennikarze portalu NV.UA przyjechali do Charkowa i wyjaśnili, dlaczego – mimo ostrzałów – mieszka tam milion osób polityka
Dziennikarz z Litwy podjął decyzję o zaciągnięciu się na ochotnika do Sił Zbrojnych Ukrainy – jako ratownik medyczny polityka
„Oni wszystko zniszczyli”. W jaki sposób okupacja rosyjska na zawsze zmieniła strefę wokół Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu polityka
Kapitulacja w ładnym opakowaniu, czyli co zaproponowano Ukrainie w „planie pokojowym” Donalda Trumpa polityka

Archiwa

  • czerwiec 2026
  • kwiecień 2026
  • styczeń 2026
  • listopad 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • luty 2025
  • luty 2024
  • grudzień 2023

Kategorie

  • Bez kategorii (9)
  • kultura (1)
  • polityka (21)
  • religia i wiara (2)
  • społeczeństwo (10)
Zaloguj się

Ostatnie wpisy

  • Szkodliwy dekret Wołodymyra Zełenskiego
  • Rosyjski bloger o Putinie
  • „Tu wieje i dmucha jak przez przetak”. Ojciec Paweł Wyszkowski OMI pokazuje kijowski kościół pw. św. Mikołaja, znajdujący się w stanie awaryjnym
  • „Was wszystkie należy zgwałcić, żebyście urodziły Rosjan” – mówili klawisze. Switłana Worowa (batalion „Azow”) o 11 miesiącach w niewoli
  • „W opinii Ukraińców papież był liderem, który zatrzyma wojnę”. Jak i dlaczego się zmieniło nastawienie do papieża Franciszka

Najnowsze komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia.

Copyright © 2023 Myślnik.net Sieradz

Powered by PressBook Green WordPress theme